SzybkieAplikacje.pl
Automatyzacje7 min czytania

Wdrożenie etapami w małej firmie: jak szybko zobaczyć pierwszy efekt

Jak podzielić zmianę w firmie na etapy, żeby pierwszy z nich działał samodzielnie i dało się go ocenić. Kryteria wyboru pierwszego kroku, przebieg prac i sposób rozliczenia.

Krótka odpowiedź: podziel zmianę na etapy i zacznij od jednego wąskiego fragmentu, który da się uruchomić w całości i ocenić. Pierwszy etap ma być na tyle mały, żeby nie wymagał zgody wszystkich działów, i na tyle samodzielny, żeby firma realnie z niego korzystała — nawet gdyby reszta projektu nigdy nie powstała. To, jak szybko pojawi się efekt, zależy przede wszystkim od tego, jak wąsko wytniesz ten pierwszy kawałek.

Dlaczego pierwszy etap ma być mały

Klasyczne wdrożenie wygląda tak: najpierw długi spis wymagań, potem miesiące pracy, a odbiór dopiero na końcu. W małej firmie taki układ ma trzy słabe punkty. Wymagania spisane na początku starzeją się, zanim powstanie pierwsza działająca wersja. Pierwsza informacja zwrotna od osób, które mają z tego korzystać, przychodzi za późno, żeby cokolwiek tanio zmienić. A budżet jest wydany, zanim ktokolwiek zobaczył efekt.

Podział na etapy zmienia kolejność: najpierw małe, działające narzędzie, potem decyzja, czy robić kolejny krok. Największą korzyścią nie jest nawet szybszy efekt, tylko to, że po pierwszym etapie rozmawiacie o konkretach — o czymś, czego ludzie w firmie dotknęli — a nie o założeniach z dokumentu.

Ma to też drugą stronę. Etapy oznaczają więcej momentów decyzyjnych i więcej Twojego czasu na początku. Jeśli nikt po stronie firmy nie ma dwóch godzin w tygodniu na odpowiadanie na pytania, podział na etapy nie pomoże — projekt i tak stanie, tylko wcześniej.

Jak wybrać pierwszy etap

Dobry kandydat na pierwszy krok spełnia większość z tych warunków:

  • Powtarzalność. Czynność wykonywana co tydzień albo codziennie, nie raz na kwartał. Przy rzadkich zdarzeniach nie zdążysz zauważyć różnicy.
  • Jeden właściciel. Jest osoba, która zna cały proces od początku do końca i może podejmować decyzje bez zwoływania narady.
  • Policzalny punkt wyjścia. Da się zapisać, ile razy w miesiącu to się zdarza i ile mniej więcej zajmuje. Bez tego nie ocenisz potem, czy coś się zmieniło.
  • Brak zależności od terminów po drugiej stronie. Etap, który czeka na wdrożenie systemu u kontrahenta albo na zmianę umowy, nie jest pierwszym etapem.
  • Odwracalność. Da się wrócić do poprzedniego sposobu pracy w ciągu jednego dnia, bez utraty danych.
  • Wartość sama w sobie. Po zakończeniu etapu ktoś w firmie ma łatwiej, nawet jeśli projekt na tym poprzestanie.

Ostatni punkt jest najważniejszy i najczęściej pomijany. „Najpierw zbudujemy bazę danych, a korzyść pojawi się w trzecim etapie” to nie jest wdrożenie etapami — to jedno duże wdrożenie podzielone na raty.

Jak wygląda jeden etap w praktyce

  1. Opis stanu obecnego. Kto robi, w czym, ile razy, co się psuje najczęściej. Zwykle wystarczy jedna rozmowa i kartka papieru.
  2. Decyzja o zakresie. Spisujecie, co wchodzi do tego etapu, a co świadomie zostaje na później. Lista rzeczy odłożonych jest równie ważna jak lista rzeczy do zrobienia.
  3. Najprostsza wersja, która działa. Bez wyjątków, bez obsługi rzadkich przypadków, bez panelu administracyjnego, którego jeszcze nikt nie potrzebuje.
  4. Praca równoległa. Przez pewien czas stary sposób nadal działa. To jest Twoje zabezpieczenie i jednocześnie najuczciwsze porównanie.
  5. Przełączenie i obserwacja. Dopiero gdy nowa ścieżka obsłuży realny ruch, wyłączacie starą.
  6. Podsumowanie. Co zadziałało, co odłożyliście, czy kolejny etap w ogóle ma sens. To jest moment, w którym wolno powiedzieć „wystarczy”.

Punkt czwarty bywa pomijany, bo wygląda na stratę czasu — przez chwilę praca jest wykonywana dwa razy. W praktyce to najtańsze ubezpieczenie w całym projekcie, zwłaszcza tam, gdzie w grę wchodzą pieniądze, terminy albo dokumenty.

Jak sprawdzić, czy etap się opłacił

Zmierz stan sprzed zmiany, zanim cokolwiek ruszy. Nie musi to być nic skomplikowanego: przez dwa tygodnie zapisujcie liczbę zdarzeń i czas, jaki na nie schodzi. Bez takiego punktu odniesienia ocena po wdrożeniu sprowadzi się do wrażeń, a wrażenia zwykle są zbyt dobre tuż po starcie i zbyt złe przy pierwszej awarii.

Najczęściej warto patrzeć na te rzeczy:

  • Ile razy w miesiącu zdarza się ta czynność i ile osób jest w nią zaangażowanych.
  • Ile czasu mija od zdarzenia do reakcji — od zapytania do odpowiedzi, od dokumentu do akceptacji.
  • Ile rzeczy trzeba poprawiać po fakcie, bo coś zostało przepisane albo pominięte.
  • Ile razy ktoś musi pytać, na jakim etapie jest dana sprawa.

Nie podajemy z góry, ile czasu albo pieniędzy przyniesie takie uporządkowanie. Zależy to od liczby zdarzeń w miesiącu, liczby osób w ścieżce i tego, jak dużo wyjątków ma Twój proces — a te liczby widać dopiero na danych z konkretnej firmy. Jeśli ktoś podaje Ci konkretny procent oszczędności przed rozmową o Twoim procesie, to jest to liczba z materiału marketingowego, a nie z Twojej firmy.

Jak to rozliczamy

Zakres pierwszego etapu ustalamy na bezpłatnej konsultacji online. Prace rozliczamy godzinowo — 239 zł netto za godzinę, naliczane co 15 minut — albo w pakietach 5, 10 i 20 godzin, odpowiednio po 229, 219 i 209 zł netto za godzinę. Przy stronach internetowych punktem wyjścia jest 1 000 zł netto za wersję BASIC i 3 500 zł netto za BUSINESS; większe zakresy wyceniamy indywidualnie. Aplikacje i automatyzacje wyceniamy po konsultacji, bo bez opisu procesu każda kwota byłaby zgadywaniem.

Dwie uwagi organizacyjne. Pracujemy zdalnie z całej Polski, w dni robocze — nie prowadzimy dyżuru całodobowego i nie podpisujemy umów z gwarantowanym czasem reakcji, więc procesy, w których przestój liczy się w minutach, projektujemy tak, żeby dało się je przejściowo obsłużyć ręcznie. Po wdrożeniu zostaje też koszt utrzymania: opieka informatyczna zaczyna się od 79 zł netto miesięcznie, opieka nad stroną od 219 zł netto miesięcznie. Warto doliczyć go do rachunku już przy pierwszym etapie, a nie odkrywać pół roku później.

Typowe błędy przy dzieleniu na etapy

  • Pilotaż bez daty decyzji. Jeśli nie ustalicie, kiedy i na jakiej podstawie zapada decyzja o kolejnym kroku, pilotaż potrafi trwać w nieskończoność i nigdy nie zostanie oceniony.
  • Etap bez właściciela po stronie firmy. Narzędzie, za które nikt nie odpowiada, przestaje być używane po pierwszej nieobsłużonej sytuacji wyjątkowej.
  • Odkładanie podstaw na później. Kopie zapasowe, logowanie dwuskładnikowe i uporządkowane dostępy nie są osobnym etapem do zrobienia „kiedyś” — to warunek sensownego startu, niezależnie od tego, co wdrażacie.
  • Dzielenie na etapy rzeczy, które są jednym przełączeniem. Przeniesienie domeny czy poczty wykonuje się raz, w zaplanowanym oknie. Próba rozłożenia tego na części zwykle kończy się dwoma stanami naraz.
  • Budowanie na zapas. Funkcje dodane „bo kiedyś się przydadzą” trzeba potem utrzymywać, nawet jeśli nikt ich nie używa.

Jeśli pierwszy etap dotyczy powtarzalnego obiegu informacji między narzędziami, które już macie, zacznij od strony automatyzacje dla firm. Gdy z rozmowy wyjdzie, że potrzebny jest osobny, prosty program zamiast łańcucha integracji, opisujemy to w sekcji aplikacje dla firm; zakresy i warianty stron znajdziesz na stronie strony internetowe, a stawki godzinowe w cenniku. Przydatne mogą być też teksty o tym, od czego zacząć automatyzację w małej firmie oraz o wyborze między aplikacją a arkuszem kalkulacyjnym.

Omówmy pierwszy etap na bezpłatnej rozmowie

Masz podobną sytuację w swojej firmie?

Opowiedz o niej w krótkiej rozmowie online. Powiemy, co jest realne, i zaproponujemy pierwszy krok. Bez zobowiązań.

Wróć do bazy wiedzy